
Kiedy mówi się o kobietach z niepełnosprawnościami, zbyt często na pierwszy plan wysuwają się ograniczenia. A przecież każda kobieta ma prawo do własnego stylu, przyjemności i poczucia atrakcyjności. Kobiecości nie mierzy się sprawnością.
Zastanawiam się czasem, dlaczego widok elegancko ubranej kobiety z niepełnosprawnością nadal potrafi kogoś zaskoczyć. Czy naprawdę oczekujemy, że jej życie będzie sprowadzało się do leczenia, rehabilitacji i codziennych obowiązków? Ona również może wybierać kolory, eksperymentować z fryzurą, szukać ulubionego zapachu i cieszyć się nową sukienką. Nie musi przy tym tłumaczyć się z własnych upodobań.
Nie każda z nas lubi makijaż i nie każda chce chodzić w szpilkach. To także jest w porządku. Najważniejsze, by decyzja należała do kobiety, a nie do ludzi, którzy próbują określić, co jej wypada. Niepełnosprawność nie powinna zamykać drogi do modnych ubrań, usług kosmetycznych czy zwykłych zakupów. Potrzebujemy dostępnych miejsc i obsługi, która traktuje klientkę jak klientkę, a nie jak problem.

Zbyt często kobiety z niepełnosprawnościami przedstawiane są jako osoby, które trzeba podziwiać za samo wyjście z domu. Tymczasem czasami chcą po prostu dobrze wyglądać na spotkaniu, poczuć się swobodnie w restauracji albo zrobić sobie zdjęcie, z którego będą zadowolone. Nie każda codzienna czynność musi stawać się opowieścią o pokonywaniu przeciwności.
Chciałabym, abyśmy częściej mówiły o pięknie bez porównywania i oceniania. Nie chodzi o idealną sylwetkę, młodość czy kosztowne ubrania. Chodzi o możliwość spojrzenia w lustro i zobaczenia przede wszystkim siebie. Kobiecość nie potrzebuje niczyjej zgody — również wtedy, gdy towarzyszy jej niepełnosprawność.